Moja przygoda z psychoterapią – Wacek.

13 lat temu rozpocząłem terapie, już wcześniej wiedziałem, że coś ze mną jest kiepsko, prosiłem nawet Boga żeby coś zrobił bo sam chyba nie dam radę. O psychoterapii nie wiedziałem nic, nie wiedziałem nawet, że takie coś istnieje. Do zaszywania się czy też zażywania proszków nie miałem zaufania bo sam widziałem co robią kumple po, przed i w trakcie tych zabiegów. Na terapię skierowała mnie pracownica MOPS - u (do tej pory mam z Nią kontakt jestem Jej bardzo wdzięczny). Do pierwszego ośrodka gdzie mnie skierowała poszedłem z kumplem, tam coś nie wyszło i była okazja do dalszego picia. (Ten kumpel, 20 lat młodszy ode mnie, już nie żyje, raczej z wiadomych przyczyn). Do drugiego ośrodka poszedłem już sam, bardzo się wstydziłem, bałem się po prostu.

Tam terapeutka zadała mi kilka takich prostych ale dość osobistych pytań na które nie bardzo potrafiłem od razu wykombinować odpowiedź więc musiałem przyjść na następne spotkanie. Te rozmowy były z początku bardzo irytujące dla mnie ale ja chciałem na siłę przebić się ze swoja prawdą więc musiałem chodzić.

Wydaje mi się, że pierwszy kontakt terapeuty z delikwentem to jest taka „rozmowa kwalifikacyjna” dla obu stron. Muszą się nawzajem zaakceptować. Liczy się pierwsze wrażenie i to sprawia czy będziemy w tych rozmowach uczciwi, a uczciwość to podstawa terapii.

Pamiętam, że przy niektórych tematach Terapeutka widząc, że mam problemy z odpowiedzią mówiła „Ok. pogadamy o tym kiedy indziej” – to sprawiało mi ulgę, nie musiałem kłamać, często sam potem wracałem do tych tematów.

Spotykam się z takim nastawieniem do terapeutów – co oni będą mnie uczyli o piciu, jak oni nawet nie piją, co oni o tym wiedzą. Moim zdaniem bardzo dużo wiedzą, niektórzy mają nawet własne doświadczenia z tą chorobą. Ja obecnie wysiadam po 5 minutach rozmowy z czynnym alkoholikiem, terapeuci muszą wytrzymać tysiące takich rozmów i jeszcze starać się pomóc.

Żeby terapia miała jakiś sens my sami musimy chcieć zmiany, dostajemy od życia sygnały, dla wygody wymazujemy je z pamięci.

Obudził mnie kiedyś późną wieczorową porą głód alkoholowy, poszedłem do sklepu, stanąłem w kolejce za matką z taką malutką dziewczynką. Po chwili ta dziewczynka powiedziała mamie na ucho „mamo, czemu od tego pana tak śmierdzi” Mama zaczęła ją uspokajać. Boże jak mi było wstyd, gdyby to był dorosły pokłócił bym się, pobił ale dziecko?? Dzieci są czasami nieznośne ale często mówią prawdę. Nie przestałem wtedy pić, odszedłem w najdalszy kąt sklepu, powiedziałem matce , że wszystko OK., wódkę kupiłem ale ZAPAMIĘTAŁEM.

Piłem kiedyś z kumplami pod sklepem, czekałem na swoja kolejkę, obserwowałem. Jeden sikał nawet nie wstając z parapetu witryny (on już nie chodził), 2 było na wózkach inwalidzkich, jeden o kulach, połowa z nich mieszkała na pustostanach, pomyślałem sobie „czy cie stać na to Wacek”. Wtedy odszedłem, nie doczekałem się kolejki, pić nie przestałem ale ZAPAMIĘTAŁEM

Już w czasie chodzenia na terapię dostałem cios nożem, też pod sklepem, straciłem przytomność, obudziłem się w szpitalu po operacji. Przez kilka dni nie byłem w stanie wstawać z łóżka ale gdy już dostałem się do telefonu to pierwszy wykonałem do ośrodka terapeutycznego i prosiłem , żeby przypadkiem nie wyrzucili mnie z terapii. Pić nie przestałem ale ZAPAMIĘTAŁEM.

Mój przypadek nie jest najlepszy do naśladowania, strasznie opornie szło mi zaprzestanie picia ale uważam, że nigdy nie należy przestawać i w każdy dostępny sposób próbować zerwać z nałogami (sami raczej nie mamy szans), a gdy się już coś uda to bardzo uważać, bo nic nie jest nam dane na zawsze.

13 lat temu rozpocząłem terapię, pięć lat nie pije, może i trochę trzeźwieje, 13 – 5 = 8. Osiem lat Kombinowałem z jakimś systemem kontrolowanego picia, Nie udało się . Ostatnie moje zapicie to był ośmiomiesięczny ciąg (takie coś to już chyba próba samobójcza). Przez te 8 miesięcy trzy razy wyszedłem z domu, pamiętam, że raz kwitły żonkile, raz bzy, raz kasztany, fajnie. Zadłużyłem mieszkanie, karty kredytowe, mogłem stracić wszystko i nie wiedziałem co zrobić. Ktoś mi pomógł, jestem na niego zły bo to rodzina a to zobowiązuje. Na AA mówią, że trzeba walnąć pyskiem o trotuar tak, żeby się obudzić. Pewnie to było właśnie to.

Obecnie już 5 lat nie piję, cały czas chodzę na terapię, rozmowy z terapeutką nie są ukierunkowane tylko na alkohol ale zawsze jest on gdzie w tle. Te rozmowy są takie bardziej przyjacielskie (w moim rozumieniu przyjaciel to taki człowiek, który może ci powiedzieć niewygodna dla ciebie prawdę a ty się na to nie obrażasz). Mają te rozmowy jeszcze tą zaletę, że od 13 lat chodzę do tej samej terapeutki, Ona lepiej pamięta ode mnie to co mówiłem 13 lat temu, więc jakieś kłamanie czy kombinowanie nie ma sensu. Ogólnie chodzenie na terapię po to, żeby kłamać nie ma sensu, to nam musi zależeć, żeby coś w swoim życiu zmienić, terapeuta może nam tylko pokazać gdzie i jakie robimy błędy i ewentualnie zasugerować jakieś rozwiązanie. Bardzo ważna jest taka jakaś więź zaufania między terapeutą a pacjentem. Przeglądając swoje życie, niewiele widzę osób (jeżeli w ogóle widzę) do których miałem zaufanie, poza tym były to osoby z tego samego środowiska czyli obarczone tymi samymi błędami w ocenie otaczającej nas rzeczywistości co ja. Rozmowa z kimś kto jest specjalistą, do kogo mam zaufanie a patrzy na moje sprawy, problemy z innego punktu widzenia jest bardzo korzystna, chociaż prowadzi czasem do bardzo szokujących odkryć, choćby takich :

JAK NIEWIELE POTRZEBA ŻEBY ZMIENIĆ SWOJĄ ZABABRANĄ EGZYSTENCJE W MIŁE I CAŁKIEM ZNOŚNE ŻYCIE, KTÓREGO NIE MUSIMY SIĘ JUŻ WSTDZIĆ

Wacek alkoholik – od 5 lat nie pijący.

KONTAKT

ul. Bohdana Zaleskiego 34/3, Kraków

Kontakt telefoniczny:
Tel. 512 260 066

Kontakt mailowy:
kontakt@egomocja.pl

Godziny otwarcia:
Pon – Pt: 08:00 – 21:00
Sobota: 08:00 – 16:00

©2018 EgoMOCJA. All Rights Reserved.

Search